Lubicie bób? Ja bardzo!
W tym roku po raz pierwszy tato wysiał bób w naszym tunelu. Pomimo nienajlepszych warunków atmosferycznych, rósł jak szalony.


Bób można zobaczyć w sklepach już w czerwcu a jego cena jest zawrotna. Wielu miłośników tego przysmaku nie potrafi wyczekać do właściwego sezonu na to strączkowe cudo. Zachęcam do cierpliwości i nie tylko ze względu na kieszeń, ale przede wszystkim zdrowie. Natura rządzi się swoim prawem a przyspieszanie upraw zwyczajnie nam szkodzi.
Nasze „bobobranie” rozpoczęliśmy 2 lipca. Zbiór był bardzo udany. Obieranie go na powietrzu w pięknych urokach przyrody, dodatkowo umiliło nam weekend.

Część bobu poszła do zamrażarki, by zimą przypomnieć sobie jego smak. Część została zjedzona na bieżąco z makaronami w sosach śmietanowych. Reszta to pasty w słoikach jako „smarowidło”, pasztet, dodatek.
Przepis
- ugotowany i obrany bób
- oliwa z oliwek
- sok z limonki lub cytryny
- sól i pieprz
Wszystkie składniki umieścić w misce i zblendować. Precyzyjnych ilości nie podaję. To zależy od własnych preferencji. W trakcie robienia pasty zachęcam do próbowania i doprawiania.
Do zjedzenia na bieżąco wystarczy przełożyć do słoików i przechowywać w lodówce. Ja większe partie pasteryzuję.
Poniżej inne przepisy na pasty warzywne:
Smacznego!